Muzeum Lamborghini w Sant'Agata Bolognese

Muzeum Lamborghini – wyprawa do Włoch dzień drugi

Po pierwszym dniu, pełnym niespodzianek i wrażeń przyprawiających o szybsze bicie serca, dziś mamy dzień rolniczy. Że co? Ano tak, dziś w rozkładzie jazdy mamy dwa mocne punkty, oba są mocno związane z rolnictwem. Punkt pierwszy – muzeum Lamborghini, punkt drugi – o tym będzie osobna opowieść

Muzeum Lamborghini

Nasza wycieczka miała podążać śladami włoskiej motoryzacji. W przypadku firmy Lamborghini obecnie tylko siedziba znajduje się we włoszech, właścicielem jest Audi. W sumie to Lamborghini nie jest już w rękach rodziny założyciela od ponad 40 lat. Ferruccio Lamborghini w 1972 roku sprzedał dział zajmujący się produkcją samochodów sportowych, zostawiając sobie tylko produkcję ciągników rolniczych. Warto wiedzieć że obecnie firma Lamborghini jest drugim co do wielkości producentem ciągników rolniczych we Włoszech, po Fiacie. Nie pojechaliśmy jednak do Włoch żeby traktory oglądać.

Niemiecki porządek?

Wróćmy jednak do tematu. Po pierwszym dniu poprzeczka została wysoko podniesiona. Do Sant’Agata Bolognese jechaliśmy zastanawiając się czy poziom z dnia poprzedniego zostanie utrzymany. Po przyjeździe pierwsze zaskoczenie, niemiłe. Przed muzeum, które umieszczono na terenie fabryki Lamborghini nie ma parkingu. Tak. Pan który kierował ruchem przy bramie wjazdowej wskazał nam uliczkę która odchodziła kilkaset metrów dalej w bok od ruchliwej drogi przy której znajdują się zabudowania fabryki. Warto dodać że wzdłuż tej ulicy nie ma chodnika, tylko wąskie pobocze i nie ma nawet przejścia dla pieszych. No dobra, zaparkowaliśmy na końcu tej uliczki, raptem z pół kilometra od wejścia. Obok nas zaparkowały dwa znajome samochody z dnia poprzedniego Aston Martin i Porsche które próbowały zaparkować pod muzeum Ferrari w Maranello.

No to idziemy na spacer. Szkoda że nie rozmawiamy po niemiecku

Wydawałoby się że idziemy do poważnego muzeum, ale żeby nie było nawet małego parkingu dla gości? W końcu byliśmy całą grupą umówieni na konkretną godzinę. Pierwsze wrażenie takie sobie. Ale nie uprzedzajmy się. Przed wejściem stoją dwa nowiutkie Lamborghini, ale gdy do nich podchodzimy, w ciągu kilku sekund podbiega ochroniarz, ten sam który odprawił nas z parkingu i mówi żebyśmy czasem nie dotykali. Ufff, niemiecki porządek. Prawie. Kilka chwil później, kiedy już byliśmy w środku, przyjechała niemiecka wycieczka i też robiła sobie zdjęcia przy zaparkowanych przed wejściem Lamborghini. I co? Widziałem jak jedna z wycieczkowiczek robi sobie zdjęcie na masce nowego Lamborghini Aventadora, TAK, POŁOŻYŁA SIĘ NA MASCE, dosłownie! A co zrobił ochroniarz? Obserwował samochody przejeżdżające w tym czasie ulicą. Niemiecki porządek…

W środku jest lepiej

No niestety w porównaniu do dnia poprzedniego muzeum Lamborghini wypada słabo. Oczywiście nie popadajmy w paranoję, to muzeum jest równie wspaniałe jak poprzednie, tylko sposób ekspozycji samochodów jest, nazwijmy to mniej wyszukany. Bez ogródek, samochody są ustawione w ładnej, czystej hali i tyle. Żadnego wyrafinowania, a może to jest właśnie ten niemiecki porządek. Całe szczęście że samochody które są wystawione rekompensują te braki organizacyjne. Nie brakuje chyba żadnego ważnego modelu z tych które były produkowane przez Lamborghini.

Na początek parter

Muzeum Lamborghini podzielono w najprostszy sposób, parter przeznaczony jest na samochody które były produkowane seryjnie, piętro zaś…a to będzie później. Zajmijmy się parterem. Przy samym wejściu wita nas Lamborghini 350 GT Superleggera, to historyczny model od którego wszystko się zaczęło. Obok stoją różne modele Lamborghini Espada, Lamborghini Jarama, Lamborghini Islero. Idziemy dalej, stoją obok siebie dwa egzemplarze Lamborghini Miura, jakie to piękne samochody. Zdecydowanie Lamborghini Miura ma mocne miejsce w pierwszej dziesiątce samochodów które bym kiedyś chciał mieć. Zresztą podczas tego wyjazdu tych samochodów z pierwszej dziesiątki zobaczę dużo, poprzedniego dnia było przecież Maserati 3500 GT i Ferrari 275 GTB, ale na podsumowanie przyjdzie jeszcze czas.
O czym to ja… acha Lamborghini Miura, podchodzę do żółtej, ale coś z nią jest nie tak, w pierwszym momencie nie złapałem o co chodzi, czegoś mi tu w niej brakuje. Dopiero za chwilkę spostrzegam, ona nie ma brwi, o co chodzi? Do tej pory Lamborghini Miura było dla mnie autem ze zdjęć, a tam zawsze ten element występował, dla mnie zresztą jest to jeden z najpiękniejszych elementów w tym samochodzie. A tu tego nie ma. Taka pierdoła, a ja czuję autentyczny zawód. Normalnie oszukane Lamborghini Miura. Pierwsza rzecz którą zrobiłem to podszedłem do drugiej Miury, żeby sprawdzić jak jest w niej. Ta druga Miura na szczęście była prawdziwa, jej brwi były na miejscu. Uffff…
To teraz mogę iść oglądać pozostałe modele, olbrzymie terenowe Lamborghini LM002, Lamborghini Diablo, srebrne Lamborghini Countach z ostatnich lat produkcji z nowymi wlotami powietrza – trochę łagodniejsze od tego pierwszego. Ale Lamborghini Countach z pierwszych lat produkcji też jest, w ładnym zielonym kolorze stoi niedaleko od wejścia. Obok zielonego Countacha stoi jeszcze Lamborghini Urraco. Na parterze gdzieniegdzie ustawiono jeszcze kilka silników, trochę historycznych zdjęć na ścianach, a za recepcją trochę ukryty fragment warsztatu z walającymi się częściami silników.

Czas na piętro

Tak na piętrze jest jeszcze lepiej. Zapomniałem już całkowicie o wszystkich niedociągnięciach organizacyjnych. Przed naszymi oczami pojawiły się prototypy, którym poświęcono tą część muzeum Lamborghini.
Pierwszym samochodem, obok którego nie mogę przejść obojętnie jest… Lamborghini Miura, ale tym razem nie jest to klasyczna Miura. Przede mną stoi zbudowany w jednym egzemplarzu w 2006 roku model koncepcyjny. Zbudowano go na 40 urodziny oryginalnego Lamborghini Miura.
Ale takich rodzynków na pietrze w muzeum Lamborghini jest więcej. Kawałek dalej stoi powalający na kolana Lamborghini Reventon, jeden z 20 wyprodukowanych. Wygląda jak statek kosmiczny z gwiezdnych wojen. Piękny, agresywny, ale tej agresji jest tutaj więcej, dużo więcej.
No dobra to wymieniamy co ładnego tutaj stoi, mamy Lamborghini Kanto – prototyp zbudowany przez Zagato. Tylko wcale nie jest kanciasty. Jest bliźniaczy prototyp Lamborghini Acosta, oba projekty były konceptami mającymi być następcami Lamborghini Diablo. Dalej stoi sobie radiowóz, tak Lamborghini Gallardo w barwach włoskiej policji. Dochodzimy do ściany, a na ścianie wisi sobie kabriolet Lamborghini LP 700-4 Aventador Roadster, chyba im zabrakło podłogi do stawiania tych wszystkich cudów. Obok wisielca stoi rozszabrowany szkielet. Żartuję, to tylko podwozie bez poszycia zewnętrznego. Możemy z bliska przekonać się jak to Lambo wygląda od środka. Czysta pornografia, wszystko na wierzchu, silnik, zawieszenie, szkielet.

Agresja, czyli prawdziwe diabły na kołach

Dochodzimy do drugiego rzędu ekspozycji, tu już jest tylko agresja i pełne beczki adrenaliny. Trzy projekty które powalają na kolana jeszcze bardziej niż wspomniany przeze mnie wcześniej Lamborghini Reventon. Trzy projekty, nowoczesne agresywne i każdy inny.

Po pierwsze Lamborghini Estoque. Koncepcyjna limuzyna zaprezentowana w 2008 roku. Limuzyna wyposażona w V10 o pojemności 5,2 litra i mocy 560 KM, do tego postawiona na felgach o średnicy 23 cale, nawet w ciężarówkach takich nie montują. Lamborghini Estoque ma silnik zamontowany z przodu, a napęd przekazywany jest na wszystkie koła. We wnętrzu piękna biała skóra, na czterech indywidualnych fotelach. Niestety ze względu na kryzys projekt został skasowany i skończyło się na koncepcie.

Po drugie Lamborghini Sesto Elemento. Tu już mamy prawdziwy kosmos. Samochód zbudowano w całości z włókna węglowego, w całości łącznie z zawieszeniem. Układ napędowy pochodzi od Lamborghini Gallardo Superleggera, co oznacza silnik V10 o mocy 570 KM i napęd na cztery koła. Lamborghini Sesto Elemento dzięki budowie z włókna węglowego waży jedynie 975 kg, co przy mocy 570 KM daje niewiarygodne osiągi, 2,5 sekundy do setki i prędkość maksymalną około 350 km/h. Wyprodukowano tylko 20 egzemplarzy.

Po trzecie Lamborghini Egoista. Egoista to dobra nazwa dla tego samochodu, w tłumaczeniu oznacza samolubny. Koncept w 2013 roku został zbudowany na 50 rocznicę firmy z Sant’Agata Bolognese, na podwoziu Lamborghini Gallardo. Tym razem z silnika V10 uzyskano 608 KM. Ale jeśli chodzi o Lamborghini Egoista, to nie nazwa jest najważniejsza. Wystarczy raz spojrzeć na jednoosobowe nadwozie, które wygląda jak nowoczesny myśliwiec niewykrywalny dla radarów. Do Lamborghini Egoista wsiada się tak jak do samolotu wojskowego, przez podnoszoną kabinę, żeby jednak zająć miejsce za kierownicą trzeba wcześniej ją zdemontować. Tak na prawdę to gdyby na piętrze stało tylko Lamborghini Egoista, to i tak warto by było spędzić tam dużo czasu. Samochód, jeśli jeszcze można go tak nazwać robi piorunujące wrażenie.

Niemiłe wrażenia na początek

Wyszło na to że pierwsze wrażenie z muzeum Lamborghini w Sant’Agata Bolognese może być mylące. Nawet to że w porównaniu z muzeami Ferrari forma ekspozycji wypada dość słabo, to jednak auta które możemy tutaj oglądać rekompensują wszystko. A Lamborghini Egoista, do spółki z Lamborghini Sesto Elemento, Lemborghini Estoque i Lamborghini Reventon na koniec powalają na kolana.

Na deser odwiedzamy jeszcze sklepik z firmowymi gadżetami, ale ceny niestety równie powalające jak w sklepie w muzeum Ferrari. Po drugiej stronie ulicy możemy jeszcze wynająć, podobnie jak pod muzeum Ferrari, samochód na przejażdżkę. Jednak ceny są mocno nieatrakcyjne, od 120 euro za 10 minut za kierownicą Lamborghini Gallardo, po 1000 euro za godzinną przejażdżkę po górach kierując Lamborghini Aventador z butelką szampana po powrocie.
Uffff… czas trochę ochłonąć.

C.D.N.

>>>>Muzeum Ferrari

>>>>Kolekcja firmowa Pininfarina

>>>>Kolekcja Maserati

>>>>Muzeum Enzo Ferrari w Modenie

>>>>Lancia Delta Integrale